Wielu z nas zna ten scenariusz. Wchodzimy do sklepu po chleb, mleko i kilka podstawowych produktów. Po kilkunastu minutach stoimy przy kasie z koszykiem pełnym rzeczy, których wcześniej nie planowaliśmy kupić. Kolorowy kubek „na promocji”, nowa świeca zapachowa, przekąski, których nie było na liście zakupów, albo kolejna koszulka, choć szafa od dawna się nie domyka.
Po powrocie do domu pojawia się pytanie: „Po co ja to właściwie kupiłem?”.
To pytanie zadają sobie ludzie niezależnie od wieku, wykształcenia czy wysokości dochodów. Nie chodzi o brak rozsądku. W rzeczywistości za wieloma zakupami stoją mechanizmy psychologiczne, które działają znacznie silniej, niż większość z nas przypuszcza.
Zrozumienie tych mechanizmów nie sprawi, że przestaniemy wydawać pieniądze. Może jednak pomóc podejmować bardziej świadome decyzje i lepiej chronić domowy budżet.
Lubimy myśleć o sobie jako o osobach racjonalnych. Chcemy wierzyć, że kupujemy wyłącznie to, czego potrzebujemy. Psychologia pokazuje jednak coś innego.
Bardzo często nie kupujemy produktu. Kupujemy emocję.
Nowa sukienka może oznaczać poprawę nastroju po trudnym tygodniu. Drogie buty mogą dawać poczucie pewności siebie. Kolejny gadżet elektroniczny może tworzyć wrażenie, że jesteśmy bardziej nowocześni lub odnosimy sukces.
Sprzedawcy wiedzą o tym od dawna. Dlatego reklamy rzadko pokazują sam produkt. Pokazują szczęśliwe rodziny, spełnionych ludzi, przyjaźń, miłość, sukces i uznanie. W ten sposób nasz mózg zaczyna kojarzyć zakup z pozytywnymi emocjami.
Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy kupować uczucia zamiast rzeczy.
Emocje związane z zakupem zwykle trwają krótko. Radość mija, a wydatek pozostaje.
Nieprzypadkowo wiele impulsywnych decyzji podejmujemy wieczorem.
Po całym dniu pracy, obowiązków, opieki nad dziećmi czy zmagania się z codziennymi problemami nasza zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji spada. Psychologowie nazywają to zmęczeniem decyzyjnym.
Im bardziej jesteśmy zmęczeni, tym chętniej wybieramy rozwiązania dające natychmiastową przyjemność.
Właśnie dlatego późnym wieczorem łatwiej zamówić niepotrzebne rzeczy przez internet, kupić kolejną przekąskę czy skorzystać z atrakcyjnie wyglądającej promocji.
Nie oznacza to słabości charakteru. Tak działa ludzki mózg.
Dlatego jedną z najprostszych metod ograniczania niepotrzebnych wydatków jest unikanie zakupów wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni, zdenerwowani lub przeżywamy silne emocje.
To jedna z najczęstszych pułapek finansowych.
„Ciężko pracowałem cały tydzień.” „Miałam trudny dzień.” „Dzieci dały mi dziś popalić.” „Muszę sobie to jakoś wynagrodzić.”
Takie myśli pojawiają się niemal u każdego człowieka.
Nie ma nic złego w nagradzaniu siebie. Problem pojawia się wtedy, gdy nagroda staje się automatyczną reakcją na każdy stres, frustrację czy zmęczenie.
W pewnym momencie zakupy zaczynają pełnić funkcję poprawiacza nastroju.
Kłopot polega na tym, że emocjonalne zakupy działają podobnie jak jedzenie słodyczy w stresie. Dają chwilową ulgę, ale nie rozwiązują problemu.
Jednym z największych paradoksów zakupów jest fakt, że wielu ludzi traci pieniądze, próbując je oszczędzać.
Jak to możliwe?
Wyobraźmy sobie produkt kosztujący 20 zł. Widzimy informację o obniżce o 50 procent. Kupujemy go, mimo że nie był nam potrzebny.
Czy zaoszczędziliśmy 10 zł? Nie. Wydaliśmy 10 zł.
Promocja jest korzystna tylko wtedy, gdy kupujemy coś, co i tak zamierzaliśmy nabyć.
Sprzedawcy doskonale rozumieją, że słowa takie jak „okazja”, „ostatnia szansa”, „limitowana oferta” czy „tylko dziś” uruchamiają w nas lęk przed utratą okazji.
To właśnie dlatego tak wiele decyzji podejmujemy pod wpływem presji czasu.
Zakupy online zostały zaprojektowane tak, aby maksymalnie ułatwić wydawanie pieniędzy.
Kilka kliknięć wystarczy, by produkt znalazł się w koszyku. Nie widzimy fizycznie gotówki. Nie odczuwamy momentu rozstawania się z pieniędzmi tak mocno jak podczas płacenia banknotami.
Badania od lat pokazują, że ludzie wydają więcej, gdy korzystają z kart płatniczych lub płatności elektronicznych.
Im mniej „boli” płacenie, tym łatwiej kupujemy.
Dodatkowo sklepy internetowe przypominają nam o porzuconych koszykach, proponują podobne produkty i pokazują opinie innych klientów.
To nie przypadek. To efekt pracy specjalistów od marketingu, psychologii i sprzedaży.
Współczesne zakupy coraz częściej zaczynają się nie w sklepie, ale w mediach społecznościowych.
Przeglądamy zdjęcia znajomych, influencerów czy celebrytów. Widzimy nowe ubrania, remonty mieszkań, egzotyczne wakacje i najnowsze gadżety.
Rzadko pamiętamy, że oglądamy starannie wybraną część czyjegoś życia. Porównywanie się do innych może wywoływać poczucie, że jesteśmy gorsi, mniej zaradni lub mniej szczęśliwi. A wtedy pojawia się pokusa zakupów, które mają poprawić nasze samopoczucie. Problem polega na tym, że trudno wygrać wyścig, którego mety nie widać. Zawsze znajdzie się ktoś bogatszy, ktoś z większym domem albo nowszym samochodem.
To jedno z najważniejszych pytań w zarządzaniu domowym budżetem.
Potrzeba zwykle rozwiązuje konkretny problem.
Zachcianka daje chwilową przyjemność.
Nie oznacza to, że zachcianki są zakazane. Każdy człowiek potrzebuje czasem drobnych przyjemności. Warto jednak nauczyć się rozpoznawać różnicę.
Pomocne mogą być trzy pytania:
Czy kupiłbym to również za tydzień?
Czy ten zakup rozwiązuje realny problem?
Czy gdybym płacił gotówką, nadal chciałbym to kupić?
Jeżeli odpowiedzi budzą wątpliwości, warto dać sobie czas do namysłu.
To jeden z najprostszych sposobów ograniczania impulsywnych wydatków.
Jeżeli nie chodzi o produkt pierwszej potrzeby, odłóż decyzję o zakupie na 24 godziny.
W przypadku większych wydatków nawet na kilka dni.
Bardzo często okazuje się, że emocje opadają, a potrzeba zakupu znika. Nie dlatego, że coś sobie odbieramy. Po prostu dajemy sobie szansę na spokojną ocenę sytuacji.
Warto pamiętać, że każdy z nas czasem kupuje coś niepotrzebnego.
Nie ma ludzi całkowicie odpornych na reklamy, promocje i emocje. Nie chodzi o to, aby analizować każdy wydatek i rezygnować ze wszystkich przyjemności.
Zdrowe zarządzanie pieniędzmi nie polega na ciągłym odmawianiu sobie wszystkiego.
Polega na świadomym wybieraniu tego, co jest dla nas naprawdę ważne.
Czasami największą oszczędnością nie jest znalezienie kolejnej promocji. Bywa nią umiejętność powiedzenia sobie: „Nie potrzebuję tego”. To niewielka decyzja, ale powtarzana regularnie potrafi zrobić ogromną różnicę dla domowego budżetu.
Bo pieniądze najczęściej nie znikają przez jeden wielki błąd. Znikają przez dziesiątki małych decyzji podejmowanych każdego dnia. A dobra wiadomość jest taka, że każdej z tych decyzji możemy nauczyć się podejmować trochę bardziej świadomie.
Siedziba
ul. Kwiatowa 2
83-110 Tczew
Korespondencja / magazyn
Rukosin 4
83-113 Turze
Informacje
KRS 0000164712
NIP: 5932379609
REGON: 192924175
Nr konta: Santander 05 1090 2620 0000 0001 4207 6178
Centrala
tel. (58) 588 70 06
biuro.tczew@bankizywnosci.pl
(Pon. - Pt. 7:00 - 15:00)
Koordynacja FEPŻ
Maria Jankowska
tel. (58) 588 70 06
maria.jankowska@bankizywnosci.pl
Dystrybucja FEPŻ
Justyna Nibus
tel. (58) 588 70 06
justyna.nibus@bankizywnosci.pl
Skontaktuj się z nami
Kontakt do Banku Żywności w Tczewie
Żywność przekazują
Partnerzy wspierający
Partnerzy strategiczni
Bank Żywności w Tczewie z siedzibą w Rukosinie 4 (83-113 Turze), NIP: 5932379609, REGON: 366714641, adres e-mail: biuro.tczew@bankizywnosci.pl, tel. kontaktowy: (58) 588 70 06
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści oraz zdjęć zabronione.
Obowiązek informacyjny przed wyrażeniem zgód na przetwarzanie danych (zobacz)
Realizacja: Consulting Adam Plutowski