Koniec sierpnia ma swój charakterystyczny rytm. W sklepach pojawiają się alejki zeszytów, plecaków i piórników, reklamy przypominają o „back to school”, a rodzic zaczyna liczyć. Zeszyty dla jednego dziecka, buty dla drugiego, strój na WF dla trzeciego. Plecak miał wytrzymać kolejny rok, ale zepsuł się zamek. Za chwilę dojdą obiady, bilety, składki, wycieczki i inne wydatki, o których pod koniec wakacji jeszcze nie wiemy.
W rodzinie, w której każde kilkadziesiąt złotych ma znaczenie, początek roku szkolnego potrafi być trudnym momentem. Jednak czasami bardziej od kwoty na paragonie boli jedno zdanie wypowiedziane przez dziecko:
„Mamo, ale wszyscy to mają”.
Wtedy przestajemy myśleć tylko o pieniądzach. Zaczynamy się zastanawiać, czy nasze dziecko nie będzie czuło się gorsze. Czy koledzy nie będą się śmiać z jego starego plecaka. Czy odmowa nie zostanie z nim na długo. I właśnie w takich chwilach łatwo kupić coś nie dlatego, że jest potrzebne, ale dlatego, że jako rodzice nie chcemy zawieść własnego dziecka.
Dzieci często mówią: „wszyscy mają”, „każdy jedzie”, „tylko ja tego nie mam”. Zwykle nie jest to próba manipulacji. Jeśli kilka osób w klasie pojawi się z podobnym plecakiem czy nowym telefonem, dziecko rzeczywiście może mieć wrażenie, że odstaje od grupy.
Dlatego zamiast natychmiast odpowiadać: „Nie obchodzi mnie, co mają inni”, warto zapytać: „Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?”
Odpowiedź może wiele zmienić. Być może chodzi tylko o chwilową modę. Ale może też okazać się, że stary plecak naprawdę jest niewygodny, buty są mocno zniszczone albo ktoś w klasie skomentował rzecz należącą do naszego dziecka. Najpierw poznajmy problem, dopiero później szukajmy rozwiązania.
Samo wysłuchanie nie oznacza zgody na zakup
Jedną z najlepszych rzeczy, jakie można zrobić przed rozpoczęciem roku szkolnego, jest… nie jechać od razu do sklepu.
Najpierw wyjmijmy rzeczy z szaf, szuflad i zeszłorocznych plecaków. Najlepiej razem z dziećmi. Sprawdźmy kredki, flamastry, piórniki, linijki, strój sportowy, kapcie i plecaki.
Podzielmy rzeczy na trzy grupy: zostaje – można naprawić lub wyczyścić – trzeba kupić. Dopiero ostatnia grupa powinna stać się listą zakupów.
Przy kilkorgu dzieci takie pół godziny może oznaczać sporą oszczędność. Często okazuje się, że mamy w domu kilkadziesiąt kredek, kilka linijek i zapas długopisów, tylko są porozrzucane po różnych szufladach.
Nie chodzi o używanie rzeczy do momentu, aż całkowicie się rozpadną. Chodzi o prostą zasadę: nowe kupujemy wtedy, kiedy jest potrzebne, a nie dlatego, że rozpoczął się nowy rok szkolny.
„Mamo, ten kosztuje tylko pięć złotych więcej”.
Przy jednym zeszycie pięć złotych rzeczywiście wydaje się niewielką różnicą. Jeśli podobne decyzje podejmiemy kilkanaście razy, przy kasie może zabraknąć kilkudziesięciu złotych.
Dlatego budżet dobrze ustalić w domu.
Przy starszych dzieciach warto powiedzieć wprost: „Na te rzeczy możemy przeznaczyć 100 zł. Zobaczmy, jak najlepiej wykorzystać tę kwotę”.
Możemy nawet oddać część decyzji dziecku. Jeśli chce droższy piórnik, wybiera tańsze przybory. Jeśli obecny piórnik zostanie na kolejny rok, więcej pieniędzy zostanie na coś, na czym zależy mu bardziej.
To nie jest obciążanie dziecka problemami finansowymi rodziny. To praktyczna lekcja podejmowania decyzji: nie możemy mieć wszystkiego, więc wybieramy to, co jest dla nas najważniejsze.
W stresie łatwo powiedzieć: „Nie stać nas”, „Nie ma pieniędzy” albo „Zapomnij”.
Problem w tym, że młodsze dziecko może usłyszeć w tych słowach coś więcej: jest źle, rodzice mają problemy, moje potrzeby są dla nich ciężarem.
Można powiedzieć prawdę inaczej:
„W tym miesiącu mamy dużo ważnych wydatków, dlatego tego teraz nie kupimy”.
Albo:
„Rozumiem, że te buty bardzo ci się podobają, ale kosztują więcej, niż możemy na nie przeznaczyć. Poszukajmy innych, które też ci się spodobają”.
Dziecko nadal może być rozczarowane. I ma do tego prawo. Zadaniem rodzica nie jest usuwanie każdego rozczarowania z życia dziecka.
Najważniejsze, żeby odmowa nie oznaczała: „twoje pragnienia są głupie” albo „nie powinieneś o to prosić”.
W małym mieście czy na wsi mamy pewną przewagę: często łatwiej uruchomić zwyczajną sąsiedzką wymianę.
Dzieci potrafią wyrosnąć z kurtki, butów czy stroju sportowego, zanim zdążą je zniszczyć. Plecak po jednym roku może być niemal jak nowy. Warto więc sprawdzać lokalne grupy internetowe, pytać rodzinę, znajomych i innych rodziców.
Szczególnie przy kilkorgu dzieci może to znacząco ograniczyć wydatki.
Jest tylko jeden warunek: nie odbierajmy dziecku prawa do zdania. Używana bluza może być świetnym rozwiązaniem, ale jeśli nastolatek naprawdę źle się w niej czuje, porozmawiajmy o tym. Oszczędność nie powinna oznaczać ignorowania emocji dziecka.
To szczególnie ważne w rodzinach wielodzietnych.
Jeżeli jedno dziecko wyrosło z butów, a pozostała dwójka nadal ma dobre, nie musimy kupować nowych wszystkim. Jeśli plecak jednego dziecka się rozpadł, wymieniamy właśnie ten plecak.
Łatwo wpaść w pułapkę: „skoro jej kupiliśmy, jemu też coś weźmy”. Jeden potrzebny wydatek szybko zamienia się wtedy w trzy.
Dzieciom można spokojnie wyjaśnić: „Dzisiaj kupujemy buty Oli, bo jej stare są za małe. Kiedy ty będziesz potrzebował nowych, kupimy je tobie”.
To ważna lekcja życia rodzinnego. Sprawiedliwość nie oznacza, że każdy dostaje dokładnie to samo. Oznacza, że staramy się odpowiadać na potrzeby każdego.
Promocje „back to school” tworzą wrażenie, że do 1 września wyprawka musi być kompletna. Tymczasem część zakupów spokojnie może poczekać.
Po pierwszych dniach szkoły może się okazać, że nauczyciel wymaga innego zeszytu, dodatkowe materiały nie będą potrzebne albo dziecko jednak nie zapisze się na zajęcia, do których planowaliśmy kupić wyposażenie.
Przy rodzinie mieszkającej poza większym miastem nie ma oczywiście sensu jechać kilkanaście kilometrów po każdy brakujący zeszyt. Można przez pierwszy tydzień tworzyć listę rzeczy do uzupełnienia i później kupić je podczas jednego wyjazdu.
Najtańszy zakup to czasem ten, którego nie zrobiliśmy.
Wyprawka nie jest końcem szkolnych wydatków. Czasem jest dopiero początkiem.
Pojawiają się obiady, ubezpieczenie, składki, bilety autobusowe, wyjścia klasowe, materiały na zajęcia czy pierwsze wycieczki. Przy trojgu dzieci nawet kilka stosunkowo niewielkich kwot może w jednym tygodniu stworzyć poważny problem.
Dlatego jeśli tylko mamy taką możliwość, nie wydawajmy całego szkolnego budżetu w sierpniu. Nawet niewielka rezerwa może sprawić, że pierwsza kartka z informacją o dodatkowej opłacie nie wywróci domowych finansów.
A jeśli rezerwy nie ma? Warto rozmawiać ze szkołą. Przy większym wydatku można zapytać wychowawcę lub pedagoga o możliwość rozłożenia płatności, dofinansowania czy inne dostępne rozwiązania. Lepiej zapytać, niż od razu zakładać, że dziecko musi z czegoś zrezygnować.
To jedna z najważniejszych zasad.
Nowy telefon, markowe buty czy drogi plecak mogą dać dziecku radość dzisiaj. Rata albo odroczona płatność zostanie z rodziną na kolejne miesiące.
Jeśli domowy budżet już jest napięty, przed takim zakupem warto zadać sobie jedno pytanie: „Czy za trzy miesiące nadal będę uważać, że ta rzecz była warta tego zobowiązania?”
Jeżeli odpowiedź nie jest oczywista, dobrze odłożyć decyzję przynajmniej do następnego dnia.
Szczególnie że za chwilę rozpoczyna się jesień, a wraz z nią mogą pojawić się inne wydatki gospodarstwa domowego. Szkolna moda trwa krótko. Rachunki pozostają.
Po 1 września pojawia się jeszcze jeden koszt, którego często nie wpisujemy do wyprawki: jedzenie kupowane przez dziecko w drodze do szkoły lub podczas przerwy.
Kilka złotych na drożdżówkę, napój czy przekąskę nie wygląda groźnie. Pomnożone przez około 20 dni szkolnych i kilkoro dzieci zaczyna być zauważalną częścią budżetu.
Nie oznacza to, że każdego ranka musimy przygotowywać pudełko jak ze zdjęcia w internecie. Kanapka, owoc, naleśnik pozostały ze śniadania czy kawałek domowego wypieku są w porządku.
Najważniejsze jest coś innego: pakujmy to, co dziecko rzeczywiście zjada. Jeśli kanapka codziennie wraca do domu, nie przygotowujmy jej przez kolejny miesiąc. Zapytajmy dziecko, dlaczego jej nie je i co możemy zmienić.
Najbardziej ekonomiczne drugie śniadanie nie jest tym, które kosztowało najmniej. Jest nim to, które nie wyląduje w koszu.
Nie musisz od razu mówić ani „tak”, ani „nie”.
Spróbuj: „Rozumiem, że też chciałbyś to mieć. Zobaczmy, ile kosztuje, dlaczego jest dla ciebie ważne i czy możemy znaleźć dobre rozwiązanie”.
Czasem rozwiązaniem będzie zakup. Czasem używana rzecz, odłożenie pieniędzy, poczekanie na urodziny albo wyprzedaż. A czasami odpowiedzią pozostanie po prostu „nie”.
I właśnie tego również warto dzieci uczyć.
Nie możemy mieć wszystkiego. Nie każda rzecz, którą mają koledzy, jest nam potrzebna. Czasem wybieramy jedną rzecz kosztem innej. Możemy korzystać z rzeczy po kimś i nie ma w tym niczego wstydliwego. Możemy również czegoś bardzo chcieć i tego nie dostać.
Za kilka lat dziecko prawdopodobnie nie będzie pamiętało, jaki piórnik miało w czwartej czy szóstej klasie. Może natomiast zapamiętać, że w jego domu można było spokojnie rozmawiać o pieniądzach.
Że rodzice słuchali, kiedy coś było dla niego ważne. I że brak najnowszych butów czy telefonu nigdy nie oznaczał, że jest mniej wartościowe od innych.
Bo dobrego początku roku szkolnego nie tworzy idealnie skompletowana wyprawka.
Tworzy go również przekonanie, z którym dziecko wychodzi z domu: moja wartość nie zależy od tego, co mam w plecaku ani ile kosztowały moje buty.
Siedziba
ul. Kwiatowa 2
83-110 Tczew
Korespondencja / magazyn
Rukosin 4
83-113 Turze
Informacje
KRS 0000164712
NIP: 5932379609
REGON: 192924175
Nr konta: Santander 05 1090 2620 0000 0001 4207 6178
Centrala
tel. (58) 588 70 06
biuro.tczew@bankizywnosci.pl
(Pon. - Pt. 7:00 - 15:00)
Koordynacja FEPŻ
Maria Jankowska
tel. (58) 588 70 06
maria.jankowska@bankizywnosci.pl
Dystrybucja FEPŻ
Justyna Nibus
tel. (58) 588 70 06
justyna.nibus@bankizywnosci.pl
Skontaktuj się z nami
Kontakt do Banku Żywności w Tczewie
Żywność przekazują
Partnerzy wspierający
Partnerzy strategiczni
Bank Żywności w Tczewie z siedzibą w Rukosinie 4 (83-113 Turze), NIP: 5932379609, REGON: 366714641, adres e-mail: biuro.tczew@bankizywnosci.pl, tel. kontaktowy: (58) 588 70 06
Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści oraz zdjęć zabronione.
Obowiązek informacyjny przed wyrażeniem zgód na przetwarzanie danych (zobacz)
Realizacja: Consulting Adam Plutowski